Paweł z Nastką i Kawą wyszli na spacerek wieczorny. Ja zostałam domu i sprzątam fretkom. Przez otwarte okno slyszę jak Paweł i Nastką o czymś rozmawiają.
Nastka zawsze biega za Kawą i psica jest tym zachwycona. "Jestem przywódcą stada, będziemy zaganiać niedźwiedzie I polować na owce (czy jakoś tak)".
Nagle słyszę charakterystyczny jazgot małego pieska (jestem wielkim, groźny - bócie się mnie). Po chwili jazgot przechodzi w rozpaczliwy skowyt.
Czy mały piesek stracił życie? Oczywiście że nie. Kawa jest bardzo przyjacielska ale geny Belga sprawiają że reaguje bardzo szybko i wygląda to dość groźnie. Między innymi z tego względu chodzi zwykle w kagańcu - ludzie potrafią bardzo histerycznie na nią reagować. Tak więc nie było żadnego zagrożenia.
A jak było z małym pieskiem? Ano tak:
Podleciał, mały piesek z wielkim ego. Kawa się ucieszyła - wreszcie jakiś niedźwiedź do zagonienia i ruszyła do niego swoim zwyczajem (przyspieszenie do 100 km/h w ciągu sekundy). Mały piesek nagle przestał się czuć niezwyciężony - wydał przetaźliwy skowyt I schował się pod samochodem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz