Obecnie mamy własne freciaki oraz 6 adopciaków z interwencji. Cztery z nich to wyrostki ok. 11 tygodni. Znajdują się zamknięte w klatce w fretkowym pokoju i na zmianę przychodzą do sypialni uczyć się kontaktu z ludźmi.
Wchodzę ostatnio do fretkowego pokoju i odnoszę wrażenie że coś jest nie tak. Jest jakby........brudniej? Po pokoju biegają fretki. W tym akurat nie ma nic dziwnego - w pokoju fretkowym zawsze biegają jakieś fretki. Patrzę na mordkę i.... adopciak?! Patrzę na klatkę ale drzwiczki są zamknięte. Musiałam się pomylić. Patrzę znowu i dostrzegam kolejne mordki adopciaków - nie pomyliłam się. Znowu patrzę na klatkę: Co jest?! Nie dość że wyszły to jeszcze drzwi za sobą zamknęły?!
Przyglądam się uważniej i widzę w czym problem: otóż nasza klatka stanowi połączenie kilku klatek (7 segmentów) które można odizolować od siebie. Wyrostki zajmowały drugie piętro a w jakiś sprytny fretkowy sposób zdołały wykręcić śrubę lub wyważyć przejście na dolny poziom a stamtąd droga do wolności stała otworem.
Zrobiły sobie niezłą imprezę w kuwetach i miskach naszych fretek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz