Zrobiłam sobie rano maseczkę z zielonej glinki. To znaczy nie na całą twarz tylko na 2 pryszcze. Dziewczyny z zainteresowaniem obwąchały. Ursa (kochany stworek) postanowiła pomóc mi oczyścić się z tego błota i zaczęła mnie iskać. Nie było to za przyjemne ale ona jest słodka że chciał pomóc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz