Aura jakdo nas przyszła była bardzo grzecznym kotem. Nic nie broiła, siedziała grzecznie na łóżku albo jakimś innym kocim punkcie obserwacyjnym, nie kradła, nie zrzucała - bardzo spokojny kot.
Była - celowo urzyłam czasu przeszłego:
Robimy remont pokoju córki. Ja w pracy a Paweł maluje, szlifuje itp. Fretki tymczasowo zamknięte w klatce żeby nie wpakowały się w jakieś kłopoty. A koty? Mistral (początkowo zbój, złodziej i wariat) siedzi sobie spokojnie i obserwuje malowanie sufitu. Aura natomiast zaczeła od pchania łap do klatki fretek. To jest generalnie kiepski pomysł bo fretki lubią łapać za palce, łapy i wszystko inne w zasięgu pyszczka a potem próbują to wciągać do środka. Paweł szczęliwie zauważył co się dzieje i odgonił kota zanim zrobiła się awantura. Nie na długo - Aura urządziła podniebną galopadę po pókach zakończoną lądowaniem na klatce. Zdjęta z niej ,z kolei uparcie próbowała napić się farby....
Jak wróciłam do domu w kierunku kota leciały już groźby karalne. Ale nie martwcie się wszyscy przeżyli, nikt nie stracił łapy ani nie wykąpał się w farbie 😁
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz