Abi stoi koło łóżka i wącha coś na podłodze. Przychodzi Ursa i postanawia ją ugryźć w tyłek (tak, tak, wiem - mam 2 okropnie nie wychowane fretki). Jednak Abi się odwraca i prezentuje zęby z którymi Ursa nie ma ochoty się zapoznawać. Napusza się więc, cofa trochę i drapie łapka w podłogę jak byk.
Abi śpi na pufie. Przychodzi Ta-Wah, patrzy się na nią i widać złośliwy błysk w oku. Łapie ją za kark potrząsa i ucieka. Jednak Ta-Wah jest bardzo delikatna więc Abi budzi się ale jest tylko zdumiona: co się właściwie stało? kto mną potrząsa?
Ursa napada na Abi: łapie ją za kark, potrząsa i.... ucieka na pufa schować się za Ta-Wah która na nim śpi. Abi prawdziwa mistrzyni morderczych spojrzeń (widać niemal takie małe sztyleciki wylatujące jej z oczu) patrzy groźnie na obie fretki ale rozpraszam jej uwagę smakołyczkiem - nie chcę potrójnej bójki.
Siedzę z Abi na kolanach. Przychodzi Ursa i postanawia ją użreć. Nie pozwalam - nie będzie bójek na moich kolanach. Ursa odchodzi pozornie bez oporów ale znam dobrze moją diabliczkę i wiem że jak tylko natknie się na Abi samą to da jej popalić. Postanawiam więc zrobić jej mały żarcik. Przed postawieniem Abi na podłogę - nacieram jej kark kroplami z propolisu. Ursa startuje do niej jak tylko ja widzi i....cofa się z obrzydzeniem (nie będę brała takiego świństwa do pyszczka).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz