Siedzę sobie na podłodze i bawię się z Abi. Ta-Wah śpi w jakimś bliżej nie określonym miejscu. Abi szturcha poduszkę. Zachęcam ja do wejścia w poszewkę i jak wchodzi delikatnie skrobie w nią (udając że jestem myszą). Nagle słyszę freci pisk. Myślę: no ładnie, tam jest Ta-Wah a ja sprowokowałam bójkę. Wyrzuty sumienia pojawiają się natychmiast. Słysze kolejne piski ale czekam spokojnie aż któraś wyjdzie - wiem że wkładanie ręki do środka skończyłoby się wyłącznie skasowaniem mojego palca. Wreszcie Abi wychodzi. Krzyczy cały czas. Myslę może się o coś zaczepiła, nie może wyjść i boli ją. Biorę więc delikatnie na ręce - Abi szczeka (wyraz najwyższej paniki) ale zaczepiona o nic nie jest, trzęsie się tylko okropnie. Oglądam ja i czekam aż Ta-Wah wyjdzie. Abi jest cała a Ta-Wah nie widać. Podnoszę poduszkę i stwierdzam że jest pusta - Ta-Wah śpi spokojnie zupełnie gdzie indziej....
Do dziś zastanawiam się co właściwie było w tej poduszce takiego przerażającego....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz