Nastka ciągle prosi opowiedz o Kawie jak była mała. Opowiadam a ona tą historię zna chyba lepiej od mnie bo jeśli tylko zapomnę jakiś szczegół to natychmiast dopomina się o niego. Postanowiłam więc historię opisać i czytać ją zamiast opowiada aby córka nie musiała mnie wiecznie napominać ;). Pierwsza część jest czystą fikcją którą stworzyłam obserwując zachowanie i pewne nawyki Kawy. Czy tak było? Nie wiem ale mogło… Drugą cześć opisałam na podstawie relacji osób pracujących w schronisku z którego adoptowaliśmy Kawę. Kolejne to już maja osobista relacja.
Część pierwsza: Mały piesek.
Mały piesek urodził się na wsi w drewnianej budzie. Psia mama opiekował się nim najlepiej jak umiała. Piesek pił mleczko i rósł. Pewnego dnia okazało się że psia mama nie ma już mleka. Mały piesek zaczął być głodny. Człowiek którego mały piesek widywał nie był straszny – nie bił ani na krzyczał i mały piesek nie bał się go ale jedzenia nie przynosił prawie wcale, wody też było mało – miska często była pusta. Psia mama powiedziała: idź kochanie poszukaj czegoś do jedzenia dalej od naszej budy – może znajdziesz coś przy śmietniku, może jakiś człowiek coś ci da? Wody napijesz się w pobliskiej rzece. Mały piasek był już bardzo głodny wyruszył więc nie zwlekając. Po drodze którą bardzo szybko biegły bardzo duże śmierdzące przedmioty piesek spotkał małych ludzi. Mali ludzie z przyjemnością głaskali mięciutkie futerko pieska i podzielili się z nim własnym śniadaniem. „Kanapka” mały piesek dobrze zapamiętał to słowo – kanapki były przepyszne…. Mały piesek rósł coraz większy i oddalał się coraz dalej od psiej mamy. Pewnego dnia wszedł do ogrodu przez uchyloną furtkę i przeszukiwał wszystkie kąty w nadziej znalezienia czegoś do jedzenia. Ogród należał do ludzi którzy zamknęli furtkę tak że piesek nie mógł już wyjść. Niedługo po tym pojawił się kilku innych ludzi którzy złapali małego pieska, zamknęli go w klatce którą potem wnieśli do samochodu (tak nazywały się te szybko biegające po drodze przedmioty).
Część druga: Schronisko
Mały piesek przyjechał do bardzo dziwnego miejsca. Z klatki w której przyjechał przeniesiono go do innej większej. Wokół było bardzo dużo takich samych klatek a w każdej z nich mieszkał inny pies. Wszystkie te psy ciągle szczekały. Jak jeden przestawał zaczynał inny. Małemu pieskowi bardzo trudno było odpocząć. Był ciągle podekscytowany i zmęczony. Bardzo chciał się bawić z innymi pieskami ale zabawa przez kraty nie mogła być udana. Mały piesek nie był już głodny ale brakował mu możliwości swobodnego biegania i zabawy. Co jakiś czas do pieska przychodzili ludzie nazywani przez innych wolontariuszami. Przywiązywali sznurek do obroży zapiętej na szyi pieska i zabierali go na spacer. W torebkach zawsze mieli pyszne parówki które piesek dostawał za wykonywanie poleceń. To były najszczęśliwsze chwile w życiu pieska podczas pobytu w schronisku. Piesek utęsknieniem wyczekiwał kiedy wolontariusze przyjdą do niego znowu.
Zaczęło się już podczas powrotu za schroniska. Uchyliliśmy trochę okno żeby był przewiew i żeby psu nie zrobiło się niedobrze. Kawa prawie wyłamała nam szybę bo dostrzegła coś interesującego na polu przy drodze.
Część czwarta: W domu
Po powrocie do domu poprzedzonym solidnym spacerem Kawa postanowiła obejrzeć wszystko, WSZYSTKO, dokładnie DOKŁADNIE. Z góry, z dołu, z boku od zewnątrz, od środka….Wszystko co chodź na chwilę znalazło się z zasięgu zębów było rozrywane na strzępy. Cztery pary butów, kilka pluszaków, 3 psie posłania, materac, opakowania po wszystkim, nogi od stołu…. Generalnie to Kawa uważała że jadalne jest wszystko co mieści się do pyska, a jak się nie mieści to należy to rozdrobnić. Przez pierwszy rok barykadowaliśmy wejście do pokoju córki krzesłami żeby nie zdemolowała wszystkiego. Musieliśmy odkręcić uchwyt na drzwiach lodówki bo pies już po tygodniu nauczył się ją otwierać. Dużo czasu zajęło nam przekonanie Kawy że w domu da się spokojnie leżeć i nic nie robić. Generalnie ona zawsze była posłuszniejsza i spokojniejsza w obecności Pawła. Jak wychodził i zostawałyśmy z córką same domu to pies zaczynał szaleć: wchodziłyśmy na łóżko na antresoli żeby uniknąć stratowania bo Kawa powarkując radośnie zaczynała galop: na łóżko dziecka, na krzesło, na stół, przewrócone kolejne krzesło i tak w kółko. Nastka strasznie się śmiała i wydawała zachęcające okrzyki a ja zastanawiałam się czy to wszystko ma szanse przetrwać z żywą kulą wyburzeniową…. Uspokajać się zaczęła po półtorej roku. Po dwóch latach przestała niszczyć.
Z nauką załatwiania się na dworze też na początku nie było łatwo bo dla Kawy spacer był czymś szalenie ekscytującym. Ekscytujące było praktycznie wszystko: ludzie, liście spadające z drzewa, psy, kosz na śmieci. Najsilniejsze emocje budziła jednak piłka. Na jej widok pies kompletnie tracił przytomność – biegła do niej nie zwracając uwagi na nic i nikogo. Pancio woła? Pies ogłuchł, latarnia na drodze? A skąd to się tu wzięło? Zaatakowała mnie! Ludzie? A nie zauważyłam – chyba faktycznie coś nagle wrzeszczeć zaczęło…. Kiedy dotarcie do upragnionego celu okazywał się nie możliwe (smycz) Kawa wydobywała z siebie tak rozpaczliwy skowyt że aż ludzie oglądali się żeby zobaczyć kto obdziera psa ze skóry…. Nic więc dziwnego że na załatwianie się nie starczało już czasu i z początku psica robiła siku w domu - natychmiast po powrocie ze spaceru.
Mniej więcej po dwóch tygodniach zdecydowaliśmy się zapisać Kawę do psiej szkoły. Zadzwoniłam, powiedziałam: mamy owczarka niemieckiego ze schroniska który pilnie potrzebuje szkolenia. Po przyjściu na szkolenie pani behawiorystka uświadomiła nam że nie mamy owczarka niemieckiego (a w każdym razie nie tylko) tylko belgijskiego. No cóż – w sumie to wiele wyjaśniło – owczarki niemieckie nie chodzą po szafach i drzewach a belgijskie tak…. „Diagnozę” potwierdził także weterynarz podczas szczepienia.
Przy tych wszystkich trudnościach Kawa jest jednocześnie bardzo kochającym i łagodnym psem. Jedyny raz kiedy kogoś ugryzła było wtedy gdy rowerzysta przestraszył mocno moją córkę. Jechał po chodniku mimo że obok miał ścieżkę rowerową. Prawie na nas wpadł. Nastka krzyknęła ze strachu, pies ruszył na ratunek i dziabną. Kiedyś też przegoniła szczekaniem panią która uważała że może przepchnąć się między mną a moim dzieckiem (Kawa miała inne zdanie w tej kwestii). Jest niezwykle inteligentnym i posłusznym psem (chyba że zobaczy coś bardzo ekscytującego) który kocha cały świat.
Kawa bardziej słucha się Pawła ale jeśli dzieje się coś co psa niepokoi przychodzi do mnie, przytula się do moich nóg a mnie ogarnia wzruszenie – taki duży silny pies (szczekający wyzywająco na fajerwerki) szuka wsparcia u mnie – drobnej, szczuplutkiej kobietki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz