wtorek, 1 stycznia 2019

Wielkie sprzątanie

Robimy świąteczne porządki. To znaczy Paweł robi porządki a ja z racji nadwyrężonych rosnącym brzuszkiem pleców, wspieram go duchowo i gastronomicznie.
Odsuwanie mebli, odkurzanie, mycie podłóg.
Koty są przerażone, zbulwersowane i ogólnie nieszczęśliwe - fretki wręcz przeciwnie. Tryskają entuzjazmem, wszędzie pchają nosy, łapy i ogony. Na próby odgonienia od np. zmywanego kawałka podłogi reagują podskokami, gdakaniem i ogólnie nabierają szybkości.
Odkurzacz
 - według kotów - potwór nad potworami, jego dźwięk wywołuje kulenie się w kącie, jego zbliżenie - głośne bojowe miauczenie.
- według fretek - kolejna zabawka. Juki jest zaintrygowany i ciągle próbuje wkładać do ssawki nos (trochę ciężko się wtedy odkurza).  Rudy chodzi dookoła i w pewnym momencie tylna łapka zostaje wciągnięta do rury. Zamiast ją wyjąć Rudy który jest naprawdę waleczną fretką postanawia nauczyć odkurzacz kto tu rządzi i karci go kilkoma szybkimi ugryzieniami. Przerywamy tą nierówną walkę (biedny odkurzacz nie ma szans) i wracamy do sprzątania. Totek postanawia sprawdzić co Juki sprawdzał w odkurzaczu i także pakuje tam nos.
Mycie podłogi
- według kotów - koniec świata i okolic.
- według fretek - woda z mydlinami w wiadrze to na pewno eliksir młodości, trzeba ją wypić i się w niej wykąpać. Wiadro ląduje poza zasięgiem? Trzeba się pocieszyć polowaniem na mopa.
Po paru godzinach ciężkiej pracy biednie zwierzątka są tak zmęczone (fretki) że Kopiko nie dociera do posłania i zasypia na podłodze a koty jeszcze dobrą godzinę od zakończenia kataklizmu nie mają odwagi wyjść z kryjówek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz