Jestem obecnie na początkowym etapie ciąży i doświadczam typowych dla tego stanu atrakcji: zgaga, mdłości, wymioty, ospałość. Jak wygląda typowy poranek ciężarnej z całym stadem obrzydliwe pełnych energii i radości stworzeń oraz z jednym bardzo kochanym ale nieszczególnie rozgarniętym kotem?
Wstaje z łóżka (na antresoli), schodzę na dół czując się absolutnie niezdolna do do jakiegokolwiek szybkiego działania. 5 fretek rzucających się na moje nogi i szczypaniem zachęcających do wspólnej gonitwy, zapasów itp. uświadamia mi że jednak jestem w stanie szybko się poruszać. Uciekam na przedpokój oddzielony bramką antyfretkową i zaczynam rozważać: zwymiotować teraz czy za chwilę? Pojawienie się Kopiko mającej antyfretkowość bramki głęboko w poważaniu ułatwia mi podjęcie decyzji: próby schylenia się i złapania potwora wgryzającego się w kapcie, szybkim tempem prowadzi mnie do łazienki. Nachylam się nad toaletą i ... wskakuje na nią Neko (kotka), próbuje się ocierać i mruczy do mnie. Mycie kota w tych warunkach, rano jest ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę - udaje mi się powstrzymać przed "znieświeżniem" jej futerka. Spycham ją z toalety, wskakuje znowu.... za trzecim razem po bardzo zdławionym przekleństwie do kota dociera że pańcia coś nie w humorze, zostaje na dole i pozwala mi zająć się sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz