Dziewczyny dostały ćwierkającą myszkę z mikroczipem. Abi tego dnia senna i nie była zainteresowana zabawą natomiast pozostałe...
Ta-Wah najmniej sprawna więc dostała myszkę bezpośredni od mnie. Zachwycona poleciała z nią do kuchni. Tam wpadła na Kawę która zwiedzała foliową torebkę. Kawa natychmiast wyskoczyła z torebki i rzuciła się zabierać mysz. Zza szafy wyleciała Ursa w tym samym celu. Trzy fecie pyszczki prawie rozerwały mysz na strzępy. Przepychankę wygrała Kawa i wyrwała się z myszą w paszczy pod szafę. Ta-Wah słysząc cały czas ćwierkanie myszy niedaleko siebie dostała całkowicie nie kontrolowanego ataku radości, objawiającego się serią podskoków jednocześnie w górę, do tyłu do przodu, w jeden bok w drugi, bok, z nosem wycelowanym w sufit. Zmyliła tym Ursę która sądziła że Ta-Wah zdobyła mysz i poleciała jej ją odebrać. Dzięki temu Kawa bezpiecznie dotarła pod szafę. Nie na długo, Ursa zauważywszy pomyłkę wpadła pędem pod szafę (spod której dobiegało ćwierkanie) i po chwili wpadły z niej razem, wyrywając sobie mysz. Tam dołączyła do nich Ta-Wah. Tym razem wygrała Ursa i zabrała mysz pod tą samą szafę co wcześniej Kawa. Kawa za nią. Ta-Wah wpadła w torebkę foliową, przez którą ją wytarmosiłam co wywołało kolejny atak radości. Po chwili dołączyła do nas Ursa. Kawa przez dłuższy czas maltretowała mysz po czym także przyszło do foliówki. Ursa natomiast postanowiła wykończyć mysz pod szafą...I tak dobre 15 minut szalały na zmianę albo razem z foliówką i myszą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz