Dziewczyny biegają już wszystkie razem ale zgody jeszcze nie ma. Ursa jeszcze nie zaakceptowała Abi do końca, a Kawie hormony mieszają w głowie i jest pobudzona i trochę nachalna.Fretki zaś noc uważają za całkiem właściwą porę do najróżniejszych aktywności. Dlatego jestem ostatnio mocna nie wyspana.
Jak wygląda jeden z ostatnich scenariuszy takiej nocy?
Śpię sobie spokojnie pod cieplutką kołdrą i śnię różnych miłych rzeczach. Jest około 03.00. Nagle ze snu wyrywa nie przeraźliwy: Aghainrhgnierahriniaa (wolne tłumaczenie: ty wstrętna, paskudna fretko jestem bardzo groźna i mam wielkie zęby i zaraz je w ciebie wbiję, zobaczysz, tak zrobię, nie pozbierasz się!). Schodzę szybko z łóżka (na antresoli) i zapalam światło żeby sprawdzić co się dzieje. Widzę że Abi pokłóciła się z Kawą, podchodzę bliżej żeby złapać Ursę która może zaraz włączyć się do bójki. Po drodze wdeptuje w siki albo kupę którą Abi rozrzuciła na dużej powierzchni. Dużym wysiłkiem woli powstrzymuje się przed poinformowaniem fretek (oraz wszystkich sąsiadów w bloku) co o nich myślę (znaczy o fretkach). Z chwili mojego rozproszenia korzysta Ursa spiesząca Kawie na ratunek (to Kawa jest stroną atakującą ale Ursa i tak ją musi uratować). Po chwili pojawia się także Ta-Wah i zaczynam mieć wrażanie że w moim pokoju wybuchły uliczne zamieszki. Łapie nie walczące aktualnie fretki i zamykam je w transporterze. Czekam aż walczące się rozdzielą i daje im przysmaczek żeby zapomniały o walce, wypuszczam pozostałe i wszystkie wspólnie jedzą. W końcu rozchodzą się we względnej zgodzie (na sztywnych łapach co poniektórzy). Mogę z powrotem wrócić do łóżka (na całe 2 godziny aż do kolejnej awantury).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz